Jak powiedział Jeremi Przybora, składając legitymację partyjną: „Dziękuję, nie będę więcej korzystał”.
Nie będę wchodził na stronę, by sprawdzić, czy jest już termin ogłoszenia werdyktu. Nie będę liczył tygodni, dni i godzin. Nie będę wdawał się w dyskusję, od ilu lat nie było poety, od...
Nie lubię Masłowskiej, Dehnela, toleruję Chutnik. Mało poważam również kilku trzecioligowych pisarzy, ale ze względu na łączące nas więzy towarzysko-romansowe, wyzłośliwiam się na temat literackiego Olimpu moich rówieśników, którzy nie mają pojęcia o istnieniu kogoś takiego jak ja. Dorotę Masłowską ceniłem, ceniłem do momentu przeczytania ostatniej książki.
Ostatnia, wydana pośmiertnie powieść Roberto Bolano jest zarazem drugą po "Dzikich detektywach" książką, dzięki której pisarza dostrzegli czytelnicy spoza hiszpańskojęzycznego kręgu językowego. Entuzjastyczna, choć spóźniona, recepcja jego twórczości jest jednak jak najbardziej zasłużona – całość dzieła Bolaño przekracza ciasne ramy gatunkowe, przekształcając liczne tradycje w prawdziwie monumentalną opowieść o kulturowym zmierzchu.
Najpierw były „Przekleństwa niewinności”, których ekranizacją udanie zadebiutowała Sofia Coppola. Po obsypanej licznymi nagrodami „Middlesex”, drugiej swojej powieści, Jeffrey Eugenides zrobił sobie dziewięcioletnią przerwę, nim ogłosił najnowszą, wymierzoną w intelektualne mody, książkę. Ale już jej pierwsze zdanie w pełni wynagradza długi okres oczekiwania.
Producenci kredek i nożyczek zacierają ręce.