21 sierpnia 2014

Brazylia na bogato

Michael Palin to ten członek Monty Pythonów, o którym mój znajomy myślał, że umarł, bo często grał wrzaskliwe baby, a jeden z brytyjskich komików zmarł na raka krtani. Tymczasem Palin ma się świetnie i wraz z BBC jeździ po świecie, odwiedzając tubylczą ludność. Od czasu do czasu pisze o tym książki. Tym razem padło na Brazylię.

 

To zresztą nośny temat, książka ukazała się bowiem w przededniu Mistrzostw Świata w piłce nożnej (oczywiście mowa o dacie wydania angielskojęzycznego, polska wersja ukazała się tuż po mundialu). Palin jeździ więc po Brazylii wzdłuż wybrzeży i w głąb interioru. Opala się na Copacabanie i odwiedza plemiona ukryte w dżungli amazońskiej. Spotyka się w potomkami kolonizatorów i afrykańskich niewolników. Opisuje życie Brazylijczyków na podstawie rozmów z liderami miejscowych społeczności, takimi jak 92-letni Apolônio Melônio, który od lat aktywizuje ubogą dzielnicę São Luis, organizując zespół taneczny występujący podczas święta Bumba Meu Boi, jednej z wielu okazji, którą Brazylijczycy wykorzystują do nieskrępowanej zabawy.

 

Palin wysnuwa kilka wniosków na temat Brazylii i zamieszkujących ją ludzi, nie siląc się na kontrowersje i raczej nie dotykając drażliwych tematów. Prześlizguje się po tym, co stanowi największe problemy tego wielkiego kraju: dysproporcjach materialnych i społecznych, współistnieniu luksusowych hoteli (w których się zatrzymuje) z favelami, wylesianiu Amazonii, marginalizacji rdzennych mieszkańców, dewastacji krajobrazu w górniczym regionie Minas Gerais. Wiadomo, że BBC to nie Domosławski i dziennikarstwo śledcze, jednak bezrefleksyjne przechodzenie ponad problemami kraju, który się odwiedza, ma w sobie tę nieprzyjemną skazę, jaką nosi w sobie tylko biały człowiek – kolonizator na szczycie świata.

 

Ale „Brazylia” to nie książka, którą czyta się dla ważkich diagnoz społeczno-obyczajowych. To dowcipnie napisana relacja z podróży, w którą każdy z nas wybrałby się, gdyby tylko miał odpowiednio dużo pieniędzy. I na pewno zdałby relację, gdyby tylko miał dar tak barwnego opowiadania. Książkę Palina czyta się piorunem, napisana jest ze swadą, i nawet leżąc na plaży w Międzyzdrojach można poczuć się jak na Ipanemie. Przynajmniej przez chwilę.