8 maja 2015

Chłopak vs. potwory

Tajemnica sukcesu „Battling Boya” Paula Pope’a polega na luźnej ale zręcznej żonglerce „fajnymi” motywami. Choć, celowo, tak kliszowymi, że być może to dopiero autor czyni je fajnymi. Do tego – znakomite rysunki.

Miasto nazywa się Arcopolis i znajduje się na jakiejś planecie. Jego mieszkańcom od pewnego czasu życie uprzykrzają potwory (właśnie tak: „potwory”). Zupełnie różne i jest ich cała armia, bo mają one swoje podziemie i nawet zadymione bary, w których oddają się pijaństwu i hazardowi, trochę jak bohaterowie „Gwiezdnych wojen” w kantynie Mos Eisley. Sytuacja stała się zupełnie nie do zniesienia, odkąd tymczasowy zamaskowany obrońca miasta, Haggard West, zginął w walce. Tymczasem gdzieś poza czasem i przestrzenią młody bóg zwany „Battling Boy” kończy 13 lat i boscy rodzice zgodnie z tradycją wysyłają go do jednego ze światów, by tam „stał się mężczyzną”. Pada właśnie na Arcopolis, gdzie chłopak na rozgrzewkę musi stawić czoła potworowi Humbabie, jedzącemu i wydalającemu w szybkim tempie niezliczone ilości samochodów (podpowiem z uśmiechem, że imię Humbaba wziął Pope z eposu o Gilgameszu). I spróbuje stawić, uzbrojony w magiczną kartę kredytową, dwanaście obdarzonych specjalną mocą koszulek oraz ewentualną możliwość zadzwonienia do ojca.

Nie wiem jak was, ale mnie już tak zarysowana fabuła mogłaby skłonić do lektury komiksu czy obejrzenia kreskówki. Popkulturowy miks na wysokich obrotach i nastoletni bohater, który rozterki czasu dojrzewania będzie przeżywał walcząc z „potworami” (przecież to rozkoszne!) na jakiejś fantastycznej planecie, w mieście pogrążonym w kryzysie niczym Gotham City w swoich najgorszych czasach. Bohater jak z deskorolki zdjęty, który dopiero nauczy się używać swoich boskich supermocy w miarę, jak będzie się oddalał od błogiego, ale za ciasnego już dla niego dzieciństwa. W pierwszym tomie komiksu akcja dopiero się rozkręca, ale sprawia on, że najchętniej przejrzałoby się od razu kolejne, jeszcze nieistniejące części.

Epicka, zabawna i zarazem wywołująca najlepsze sentymenty żywione w stosunku do wczesnej nastoletniości fabuła to jednak nie wszystko. Są jeszcze rysunki, a te prezentują się jak żywa kontynuacja najlepszej tradycji superbohaterskiej Jacka Kirby’ego, złamanej przez inspirację mangą, z dużą liczbą hałaśliwych onomatopej przeszywających dynamiczne kadry. Zresztą za oceanem Paul Pope jest już od jakiegoś czasu po prostu pierwszorzędną gwiazdą komiksu. W „Battling Boyu” ten status potwierdza. Album to pyszny komiksowy reprezentant mainstreamu, o którym już wkrótce będzie się mówiło „kultowy”. Fanom komiksu i bezpretensjonalnej rozrywki nie muszę już chyba dłużej polecać.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także