5 sierpnia 2014

Dom dzienny, dom nocny

Filip Springer powoli wyrasta na nasze narodowe sumienie urbanistyczne. Nie tylko niezmordowanie tropi potworki architektoniczne po całej Polsce, ale także przybliża to, co w polskiej architekturze dobre i warte uratowania od zapomnienia. Po lekturze „Zaczynu” nie mogłam się oprzeć, by nie wybrać się w przynajmniej metaforyczną podróż do Szumina – miejsca, w którym Hansenom udało się najpełniej zrealizować założenia Formy Otwartej.

 

„Dom jako forma otwarta. Szumin Hansenów” to książka-album, która zdecydowanie należy czytać jako drugą w kolejności, po „Zaczynie”. Dzięki temu czytelnik lepiej będzie w stanie zrozumieć znaczenie, jakie Szumin niósł dla samych Hansenów, zwłaszcza w ostatnich latach ich życia. Jeśli jednak nie mieliście okazji zapoznać się z „Zaczynem”, teksty Filipa Springera i Aleksandry Kędziorek będą idealnym wprowadzeniem do zwiedzania tego niezwykłego domu. Początkowo był to tylko letni dom – Hansenowie wprowadzili się do niego na stałe po tym, jak stracili swoje pierwsze mieszkanie przy ulicy Sędziowskiej w Warszawie. Spadkobiercy przedwojennego właściciela kamienicy niezbyt przyjaźnie patrzyli na dziwaczną przybudówkę na strychu.

 

Żeby dobrze odczytać dom w Szuminie, trzeba najpierw zrozumieć, czym właściwie jest forma otwarta. To założenie, według którego architektura ma być tłem dla codziennej aktywności jej mieszkańców, plastycznym tłem, dopasowującym się do zmieniających się potrzeb. Tak starali się projektować Hansenowie: blok na osiedlu Rakowiec w Warszawie miał nawet przewieszane balkony, które można było, zależnie od potrzeb, przesuwać w inne miejsca. W rzeczywistości komunizmu nie wszystkie z tych pomysłów dawały się realizować, dlatego budowany od 1968 roku Szumin stanowi unikatowy przykład formy otwartej realizowanej bez przeszkód i ograniczeń.

 

Obserwując zdjęcia, wykonane ręką Jana Smagi, zastanawiałam się, czy da się dom w Szuminie odczytać intuicyjnie. Czy bez wprowadzenia i objaśnienia założeń formy otwartej w nim zrealizowanej byłabym w stanie odczytać zakodowane w nim komunikaty? Wątpię. Architektura zawsze wymaga pewnej dozy wyobraźni i wiedzy, żeby właściwie zrozumieć jej formę. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że w Polsce nikt nie troszczy się o to, by uwrażliwiać na architekturę, urbanistykę i jej sekretny język. Szumin w tym kontekście może stać się szkołą, dzięki której ta wrażliwość pojawi się (powróci?). Zważywszy na to, że domem opiekuje się obecnie Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie, które organizuje cykliczne wycieczki do Szumina, jest na to szansa.

 

O samej książce, wydanej przez Wydawnictwo Karakter, chyba nie ma co się rozpisywać – Karakter to jak zawsze dopieszczone detale, przejrzysty układ, dobrej jakości zdjęcia i papier, i generalnie wszystko to, co składa się na radość obcowania z książką. Przynajmniej dla takich pasjonatów, jak ja. Lektura nadobowiązkowa, ale nieodmiennie godna polecenia.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także