19 września 2012

I ty zostaniesz podróżnikiem

„Dobra krew” to pamiętnik z podróży na kraniec świata. Skopek opowiada bezpretensjonalnie, bez uprzedzeń, pozbawiona jest poczucia wyższości – i w tym tkwi największa wartość jej książki.

 

Jamał w języku nienieckim oznacza koniec ziemi. I nie mija się to z prawdą ani na jotę, gdyż półwysep to w przeważającej większości wieczna zmarzlina, która na Syberii, osiąga do 1,5 kilometra grubości. Dla tych, którzy tu przebywają, „ziemią” jest reszta świata. Tutaj jest Jamał. I tajga. Ta niegościnna ziemia jest domem Nieńców – koczowniczego narodu, któremu szczęśliwym trafem udało się umknąć przed radzieckimi czystkami etnicznymi i przymusowym przesiedleniem. Na 60 dni ten kraniec ziemi stał się też domem dla Polki, Magdaleny Skopek, która zapragnęła zamieszkać w nienieckim czumie.

 

Opisy życia na Dalekiej Północy uderzają swą plastycznością. Trudno zresztą o życie bardziej odległe od naszych standardów. Brygady składające się z kilku rodzin wędrują po tundrze wraz ze stadami reniferów. Rytm wyznacza upływ pór roku. Ludzie, złączeni wspólną walką o przetrwanie w skrajnie niegościnnych warunkach rozwijają w sobie wielką siłę i wielką łagodność. Mimo iż Nieńcy nie są odcięci od cywilizacji, nie chcą porzucać swoich wierzeń i swojego stylu życia. W świętych nartach ukryte są rodowe lalki, na nienieckich cmentarzach głęboko w tundrze wciąż chowa się ludzi, a najlepszą zimową odzież robi się, rzecz jasna, z wyprawionych skór renifera.

 

 

„Dobra krew” jest książką trudną do zaklasyfikowania – trochę to pamiętnik z podróży, trochę studium antropologiczne. Ale zdecydowanie nie jest to poważna, naukowa literatura. Skopek pisze bezpretensjonalnie, bez wielkich etnologicznych ambicji – to zapiski dziewczyny, która nie bała się jeść surowego rybiego mięsa, nie straszne jej były śnieżne zamieci i mieszkanie w namiocie ze skór reniferów. Autorka wszystko robi bez uprzedzeń, pozbawiona jest poczucia wyższości, częstego u kronikarzy „prymitywnych” kultur.

 

Tego typu książki to z jednej strony dowód na to, że podróżowanie stało się rozrywką na tyle egalitarną, że każdy może wybrać się w podróż i ją opisać, z drugiej, że Polacy nie gęsi, a literatura podróżnicza to nie tylko Cejrowski i Pawlikowska.