14 grudnia 2012

Jak żyć?

„Daytripper” zdobył w zeszłym roku (wprawdzie w różnych kategoriach) dwie najważniejsze amerykańskie nagrody komiksowe – Eisnera i Harveya. Na polskim rynku także spotkał się z wyjątkowo przychylnym przyjęciem zarówno ze strony krytyków, jak i czytel

ników. Według mnie nie do końca zasłużenie.

 

Głównego bohatera komiksu Fabia Moona i Gabriela Ba – Brasa de Oliva Domingosa – poznajemy jako 32-latka, który zajmuje się tworzeniem nekrologów do gazety i chce, podobnie jak swój ojciec, zostać znanym pisarzem. Nie udaje się – rozdział kończy się przypadkową śmiercią Brasa poniesioną wskutek napadu na bar, w którym w tej niefortunnej chwili się znajdował. Nie zdążył być tym, kim chciał – mógłby brzmieć jego przykładowy nekrolog.

 

Tak właśnie wygląda akcja każdego z rozdziałów komiksu. Scenka z życia Brasa zakończona jego śmiercią w różnych okolicznościach. Sceny nie są przedstawiane w porządku chronologicznym, raz jest on dzieckiem, innym razem starcem. W niektórych scenkach jest szczęśliwy i spełniony, w innych przeciwnie. Album brazylijskich twórców krzyczy do czytelnika raczej carpe diem niż memento mori, a po cichu szepcze, że najlepiej nie widzieć pomiędzy tymi dwoma maksymami różnicy. To twoje życie, Bras, zrobisz z nim co zechcesz, ale pamiętaj, że to właśnie ono jest największym darem. Ciebie, czytelniku, tyczy się to samo.

 

Idea szczytna, a jednak nie jestem pewien, czy zrealizowana równie dobrze. I nie chodzi tutaj o cynizm. Kilkakrotnie czytałem już o bezpretensjonalności albumu, o tym, że rzecz, o której chce powiedzieć czytelnikom jest przekazana bez użycia wielkich słów, czasami nieco sentymentalnie, ale przekonująco, bo „po prostu”, tak jak w życiu. Otóż nie jest tak. Według mnie życie w tym komiksie staje się właśnie wartością zupełnie oderwaną, nadmuchaną dużą ilością pustych refleksji na swój temat. Refleksji-wydmuszek z cyklu: szczęście, akceptacja, (pseudo)wiara. Większość bohaterów, na czele z Brasem, spędza życie głównie zastanawiając się nad tym, czy są z niego zadowoleni. Życia przedstawiane są na kartach komiksu jedynie jako abstrakcyjne wartości wypełnione losowymi zdarzeniami. W żadnym wypadku nie odwrotnie.

 

Wychodzi z tego łatwy paradoks – Bras jest równie irytujący jako osoba uważająca się za nikogo, jak i jako spełniony, szczęśliwy starzec. Cóż, jeśli już konstruować książkę w oparciu o uniwersalny morał (co samo w sobie jest przecież ryzykowne), to może lepiej trochę bardziej wyważyć sposób zilustrowania go?