23 czerwca 2014

Opowieści o zwyczajnym szaleństwie

Ta tragedia, jak to zwykle bywa, podzieliła Polaków. Ta książka również może to zrobić. Nie chodzi nawet o to, że Jacek Hugo-Bader porwał się na temat bardzo aktualny – od tragedii na Broad Peak minął rok, więc kurz nie zdążył jeszcze opaść, a rany nie mogły się zabliźnić. Chodzi raczej o zarysowane w „Długim filmie o miłości”, ale najpełniej objawiające się w wypowiedziach prasowych towarzyszących książce, zderzenie charakterów i osobowości.

 

Konflikt pomiędzy Hugo-Baderem a Jackiem Berbeką nabiera coraz żywszych barw od momentu wydania książki, przyćmiewając samą publikację. Wydaje się, że doszło tu do starcia dwóch charakterów i światopoglądów, które musiało skończyć się eksplozją. Nie ma tu zresztą mniej i bardziej winnych. O ile Berbeka portretowany jest jako opętany amokiem autorytatywny gbur, o tyle Hugo-Bader jawi się – w swej własnej książce – trochę jako cwaniak, trochę jak wesoły ignorant, który nie ma pojęcia gdzie i po co jedzie. Trochę w nim także dziennikarza, który za wszelką cenę pragnie zrealizować swój materiał.

 

„Długi film…” porusza jednak dwa ważne aspekty współczesnej wspinaczki wysokogórskiej. Pierwszy z nich dotyczy coraz większego zainteresowania mediów, działającego na podobnej zasadzie, co zainteresowanie skokiem Baumgartnera z orbity ziemskiej (grupa wariatów chce zdobyć ośmiotysięcznik zimą, to lepsze niż „Idol” i „Big Brother”, bo na żywo i prawdziwe). Drugie odnosi się do przemian w samej mentalności alpinistów. Młodsze pokolenie wspinaczy, przyzwyczajone do transmisji na żywo i zainteresowania mediów traci instynkt samozachowawczy. W pogoni za poklaskiem i adrenaliną gubi zdrowy rozsądek. Mogło to, jak niedwuznacznie sugeruje Hugo-Bader, przyczynić się do katastrofy na Broad Peak w marcu ubiegłego roku.

 

Czuję się dziwnie, czytając tę książkę, a jednocześnie słuchając polemik między reporterem a środowiskiem himalaistów. Zastanawiam się, czy na „Długi film…” nie było jeszcze za wcześnie, czy też im wcześniej, tym lepiej. I nie znajduję właściwej odpowiedzi. Atmosfera, którą opisuje Hugo-Bader w obozie u podnóża Broad Peak, jest przytłaczająca. Obserwujemy pogrążonych w żałobie rodziców i narzeczoną Tomka Kowalskiego, a także niejasne relacje między wspinaczami, którzy mają znaleźć ciała Berbeki i Kowalskiego. Obrazom tym towarzyszą rozważania na marginesie: czy trzeba być szaleńcem, żeby ważyć się na zimowe podejścia do najbardziej niegościnnych szczytów świata? Czy trzeba być trochę socjopatą? Czy trzeba być egoistą? Dlaczego Polacy lubują się w ekstremach? Bo przecież wspinaczka zimowa to nasze specialite de la maison.

 

Nie wyobrażam sobie, że miałabym nie polecić tej książki. Nie wyobrażam też sobie jej jednoznacznej oceny. Każdy musi zrobić to sam. I w tym ujawnia się wielka siła „Długiego filmu o miłości”. Hugo-Bader pokazuje nam właściwie surowy materiał – zapiski, opinie, domysły, punkty widzenia wielu stron. Każdy może zbudować z nich własny obraz tej tragedii, niezależnie od wizji samego autora.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także