16 lipca 2013

W poszukiwaniu przeszłości

Pamięć, rodzina, tożsamość, zakorzenienie albo jego brak. Album Cyrila Pedrosy porusza tematy może mało efektowne, ale ważne. W dodatku robi to mądrze i autentycznie, mnożąc pytania, ale nie udzielając na nie jednoznacznych odpowiedzi.

 

Głównym bohaterem opowieści jest młody francuski rysownik komiksów Simon Muchat, który cierpi na kryzys twórczy i ogólny życiowy marazm. Nie jest przekonany do niczego, co robi. Jest w stałym i szczęśliwym związku z kobietą. Jednak nawet to, jak i cała reszta, stopniowo mu obojętnieje. Coś zmienia się w chwili, kiedy zostaje zaproszony na niewielki festiwal komiksowy, odbywający się w Lizbonie. Kiedy się tam zjawia, okazuje się, że bardzo mocno reaguje na wszystko – witalność mieszkańców, energię obecną na ulicach oraz brzmienie języka, z którego nie rozumie ani słowa. „Nigdy nie czułem się równie samotny. Ale było mi dobrze”, jak sam to ujmuje.

 

W reakcji Simona nie kryje się żadna wielka tajemnica. Jego dziadkowie, których ledwo znał, byli portugalskimi imigrantami, opuścili swój rodzinny kraj, licząc na bardziej godziwe życie za granicą, zaś nazwisko Muchat brzmi tak jak brzmi, tylko z powodu pomyłki francuskiego urzędnika, który dodał w jego wygłosie literę „t”. Być może to pośrednio z tego powodu, z powodu braku zakorzenienia, cała rodzina Muchatów ma problemy z tożsamością, podejmowaniem świadomych i odpowiedzialnych decyzji oraz – zwłaszcza – poczuciem wspólnoty, utrzymywaniem bliższych kontaktów ze sobą nawzajem. Muchatowie widują się rzadko, ich związki rozpadają się, nie wiedzą zbyt dobrze, co słychać u ich bliskich, kompletnie nie znają historii swojej rodziny. Simon stopniowo dojrzewa do zmiany.

 

Komiks Pedrosy opowiada historię tej zmiany, przedstawiając szereg zwyczajnych obrazków z życia rodzinnego Muchatów. Rozmowy, praca, wesele kuzynki Simona, odwiedziny u kuzyna w Portugalii. Na pozór nic nadzwyczajnego, gra toczy się jednak o najwyższą stawkę. Na szczęście nie jest to powiedziane wprost, a wszelkie postępy są trudno uchwytne, jednak Simon, myśląc o własnych korzeniach i próbując zrozumieć przeszłość, zaczyna czuć się ze sobą wyraźnie lepiej.

 

„Portugalia” wydaje mi się komiksem nie tylko dobrym, ale również ważnym, dlatego że jest narracją, która prezentuje odmienną perspektywę mówienia o nieznanej, intymnej przeszłości. Opowieści mierzące się z tematem pamięci, a zwłaszcza pamięci zapośredniczonej, często niemal całkowicie niedostępnej osobie, która jest jej podmiotem, zwykle opierają się na historiach traumatycznych. Tymczasem Simon Muchat mierzy się z podobnym problemem, co bohaterowie sztandarowych opowieści poruszających tematykę postpamięciową, ale nie jest ona wprost związana z tragediami, z którymi te narracje zazwyczaj się wiążą (choćby z kwestią eksterminacji ludności żydowskiej przez nazistów). Bohater Pedrosy czuje wyraźną pustkę, która domaga się wypełnienia, ale która wypełniona zostałaby prawdopodobnie historią całkowicie zwyczajną, zupełnie pozbawioną wymiaru katastroficznego.

 

Co zaś równie istotne, komiks Cyrila Pedrosy bezpretensjonalnie opowiada, co przydarzyło się jego bohaterowi – zwyczajnie, intymnie i tak, że zapada w pamięć, a jego atmosfera po prostu udziela się czytelnikowi.