19 września 2013

Wyłączyli prąd!

Świdziński w swoim komiksie zmyśla historię zmagań o władzę nad uniwersum w konwencji luzackiego sci-fi, którego akcja dzieje się teraz, nie za sto czy tysiąc lat. Na dodatek użyte do jej opowiedzenia gagi przypominają „dziwne” memy z zakamarków internetu. Znakomita zabawa!

 

Fabuła „A niech cię, Tesla!” opowiadana jest z kilku perspektyw, ale jej centralny punkt stanowi pewien wynalazek – wyglądający jak wielkie zwoje mózgowe tajemniczy akcelerator. Został on wymyślony przez mściwego Nikolę Teslę, który przegrawszy wyścig wynalazczy z Marconim, skupił się na wymyśleniu sposobu, który pozwoli zniszczyć dzieło Włocha, najlepiej na odległość i niepostrzeżenie. Okazuje się, że z instrumentu dla dziwaków, za jaki wszyscy mamy poczciwy theremin, naukowcy na podstawie notatek Tesli zdołali zrobić broń masowego rażenia. Broń, która nie zabija, ale jest zdolna uszkodzić wszelkie urządzenia elektroniczne w swoim zasięgu. A mózgokształtny akcelerator wystarcza w zupełności do zepsucia wszystkich takich urządzeń na całej Ziemi…

 

„A niech cię, Tesla!” jest zgrywą, ale śmieszną i dopracowaną. Purenonsensowy, bardzo bystry humor pokolenia internetu jest nie tyle przez Świdzińskiego używany, ile raczej to z niego zrobiony jest cały komiks – gagi są dobre i jest ich dużo, ale gdy akurat ich nie ma, to jeszcze wyraźniej widać, że przecież sam pomysł na album jest dowcipem. Autor używa klisz rodem z paranoicznych historii zimnowojennych i przenosi je tam, gdzie „Wilq” traciłby dosadność. Słowem: „A niech cię, Tesla!” jest przy tym wszystkim dziełkiem tak polskim jak ogórek kiszony albo „Alternatywy 4”. Obcokrajowiec nie zrozumiałby trzech czwartych zawartych tutaj smaczków, za to my aż za dobrze znamy motyw krwiożerczych Rosjan czy codzienne życie starego małżeństwa mieszkającego w bloku z wielkiej płyty i narzekającego na łobuzerię rozsypującą pod klatką pestki słonecznika.

 

Graficznie też jest bardzo dobrze. Świdziński posługuje się wprawdzie prostą, niedbałą kreską karykaturzysty, ale jest rysownikiem bardzo inteligentnym, który ma swoje medium w małym palcu. Rysunki skrzą się od inwencji i niewielkich, oryginalnych, zabawnych pomysłów w kadrach. Autor ucieka od konwencjonalności nawet za pomocą onomatopei. Uśmiech nie schodzi z twarzy podczas oglądania, a „fajność” komiksu jest bezdyskusyjna.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także