28 sierpnia 2014

Zamiecione pod dywan

Debiut reporterski Igora Miecika, „14.57 do Czyty”, który miałam okazję recenzować jakiś czas temu, był ciekawy, bardzo dobry formalnie, traktował o Matuszce Rosiji i w ogóle mnie nie porwał. „Katiusza z bagnetem” uderzyła zaś we mnie niczym jeden z zakazanych pocisków dum-dum, którymi podobno pacyfikowano strajki w radzieckiej Rosji.

 

„Podobno” jest tu słowem-kluczem. Miecik dobiera się bowiem do rosyjskich tajemnic poliszynela, faktów pokątnie znanych i skrzętnie zamiatanych pod dywan, niewygodnych prawd, niepokojących spekulacji. Zagląda pod podszewkę radzieckich legend, jak historii Stachanowa, analizuje miejskie legendy, których groza promieniowała nawet na państwa ościenne (jak czarna wołga). Dzięki Miecikowi udało mi się wreszcie przy okazji poznać genezę tej legendy, którą straszono mnie, gdy byłam dzieckiem. Bo właściwie, czemu wołga, samochód raczej niespotykany w Polsce w latach 90.? Wystarczy jednak przeczytać o polowaniach na kobiety, jakie w Moskwie lat 40. uprawiał wszechmocny Beria, żeby odnaleźć echa tych miejskich legend. Beria, w swoim rządowym aucie krążył po Moskwie, wybierając kobiety, które jego ochroniarze porywali wprost z ulicy i wieźli do podmiejskiej daczy. Ciąg dalszy do przewidzenia.

 

Miecik w swoich reportażach porusza różne tematy: te, które doczekały się już osobnych publikacji, jak sytuacja kobiet walczących w czasie II wojny światowej jako czerwonoarmistki i snajperki, a także życie seksualne Lenina (podobno istniało, podobno mogłoby zawstydzić niejednego hedonistę). Pisze również o sprawach, o których do tej pory nie miałam bladego pojęcia, jak domniemane orbitalne misje załogowe, wypuszczane w kosmos zanim Jurij Gagarin, oficjalnie pierwsza osoba w przestrzeni kosmicznej, się tam znalazł. Wiele z przedstawionych przez niego wydarzeń i spraw trudno potwierdzić ze względu na to, że dokumentacja znajduje się w otchłaniach archiwów rządowych, najczęściej utajniona na czas nieokreślony albo zniszczona przy okazji którejś ze zmian we władzach.

 

Oprócz ciekawego tematu „Katiusza” oferuje również dobre wykonanie: Miecik pisze z wigorem, ale bez przesadnej powagi, jeśli nie jest niezbędna. Opisuje rzeczy śmieszne, choć częściej straszne i widać, że jest to coś, czemu poświęcony jest bez reszty. Tematów mu nie zabraknie, bo Rosja (nie tylko radziecka) skrywa wiele sekretów i wiele trupów w szafie. Rozkoszując się „Katiuszą z bagnetem” można więc już rozpocząć oczekiwanie na kolejną porcję rosyjskich rewelacji.