Autobiografia Salmana Rushdiego to jedna z najbardziej oczekiwanych książek ostatnich lat. Murowany bestseller i to na całym świecie (z drobnym wyjątkiem krajów muzułmańskich, gdzie autor jest na indeksie). Czyta się ją świetnie, choć ludzie dobrze znający twórczość pisarza mogą się czuć trochę rozczarowani.
Najlepszym zdaniem czwartego tygodnia listopada jest nagłówek z Wirtualnej Polski sprzed kilku dni: „Romans kosztował ją karierę”. I obok zdjęcie osoby, która do złudzenia przypomina Monikę S., skazaną w 1998 roku na dożywocie za zabicie maturzysty. Jaki romans, jaką karierę?! – nie mogę się nadziwić, dopóki nie przeczytam podpisu pod zdjęciem: to nie morderczyni Monika S., tylko dziennikarka Marta G. Podobno zaliczyła aferę z aferzystą i teraz się tuła od stacji do stacji.
Zatrudnimy lekarza, wymagamy dyspozycyjności i kreatywności, doświadczenie w zawodzie nie jest wymagane.
Najciekawszą rzeczą jaką można przeczytać w NAPRAWDĘ ostatniej książce o Kurcie Wallanderze, bo ta ostatnia ukazała się cztery lat temu, była dla mnie informacja o Patti Smith. Otóż z „Ręki” dowiadujemy się, że wybitna amerykańska piosenkarka i pisarka (niedawno w Polsce ukazała się jej książka „Poniedziałkowe dzieci”) kilka lat temu wybrała się na zwiedzanie Ystad śladami bohatera cyklu kryminałów Henninga Mankella.
„Locke” Stevena Knighta to zaskakująco wielkie kino; mądry, przejmujący film o męskości, by nie rzec: mężności – wobec jej powszechnie odtrąbionego kryzysu tym bardziej wart uwagi.