13 września 2012

Potrzeba sacrum

„Dziewięć żywotów” Williama Dalrymple’a to świetna rzecz o przemianach kulturowych, o tradycjach, które powoli zanikają, a przede wszystkim o potrzebie sacrum, która tkwi w człowieku.

 

Indie są popularnym tematem książek podróżniczych, ale niewielu autorów posiada taką wiedzę, jak szkocki historyk. Autor „Dziewięciu żywotów” mieszka tam już od ponad 20 lat, co widać w każdym z zamieszczonych w zbiorze reportaży. Opowiada o dawnej perle brytyjskiego imperium i jej mieszkańcach ze znawstwem i wyczuciem. Nie doszukuje się cudowności tam, gdzie jej nie ma. Dzięki temu nie dostajemy w ręce pozycji z cyklu „Indie w łatwo przyswajalnej pigułce”, a intrygującą od pierwszych stron opowieść o różnych rodzajach religijności. Religijności, która z perspektywy Zachodu, wydaje się czymś niemal mitycznym.

 

Bohaterowie reportaży Dalrymple’a – narratora wyjątkowego, bo oddającego całą niemal przestrzeń swoim rozmówcom – są bowiem w większości ludźmi, którzy dla wiary poświęcili swoje życie. Można by ich porównać ze średniowiecznymi mnichami, pustelnikami czy ascetami. Jedną z takich postaci jest Matadźi. Ta piękna dziewczyna z bogatej rodziny porzuciła dom, by dołączyć do dźinistów, a teraz znajduje się na drodze do sallekhany, czyli zagłodzenia się na śmierć, postrzeganego w jej religii jako ostateczny triumf. Poznajemy też m.in. mnicha buddyjskiego, który po inwazji chińskich komunistów na Tybet przedzierzgnął się w indyjskiego żołnierza, strażnika więziennego, który co roku przeistacza się w boga Wisznu, a także dewadasi, uciekające od biedy w błogosławioną prostytucję. Historia ich roli społecznej pokazuje, w jaki sposób wymiar metafizyczny – zupełnie jak w kulcie Dionizosa – może łączyć się z seksualnością.

 

To jedna z najlepszych książek o Indiach – obok „Bombaju” Suketu Mehty, powieści Aravinda Adigi i Kiran Desai – jakie ukazały się w ostatnich latach.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także